Czasami siedzi we mnie dziwne uczucie tęsknoty za domem. To takie dni, w których nie czuję się bezpiecznie we własnym ciele, w otoczeniu bliskich. Mam ochotę wrócić do domu, zwinąć się w kłębek i odpocząć od rodziny i własnych myśli. A przecież jestem w domu. W tym samym od ponad trzynastu lat. Nic się nie zmieniło.
Zdarza się, że nie mogę zasnąć. Kręcę się z boku na bok, z tysiącem myśli w głowie i męczę się. Uwielbiam spać, ale nienawidzę takich nocy. Potrafię doprowadzić się na skraj ataku paniki myśląc o tym, co jest po śmierci.
Moje dotychczasowe życie wydaje mi się nieskończone. Nie pamiętam przecież momentu, w którym się urodziłom. Równie dobrze wcale mogę nie mieć tych niespełna siedemnastu lat, mogę być o wiele starsze - po prostu nikt mi o tym nie mówi. Świadomość, że kiedyś ta nieskończoność się skończy, przeraża mnie. Nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że kiedyś mnie nie będzie, nie będzie mojej świadomości, a wszystkie moje pomysły, wspomnienia i przemyślenia zwyczajnie przeminą, znikną. Dlatego je właśnie zapisuję.
Nie boję się śmierci. Boję się tego, co jest potem. Chcę wierzyć w reinkarnację, ale bez pamiętania poprzedniego życia nawet nie będę wiedzieć, że to kolejne "ja" to tak naprawdę ja. Wiara jest bez sensu, ale może sprawiłaby, że bałobym się odrobinkę mniej. Jednak, czy jest sens robić plany na przyszłość, jeśli ta dalsza przyszłość może nie nadejść?
No bo przecież skąd mam wiedzieć, czy przejeżdżający akurat obok kierowca tira nie ma gorszego dnia, nie zasłabnie i nie wjedzie idealnie w nasz samochód, zabijając nas na miejscu? Jak mam się domyślić, że akurat jak wybiorę się do centrum handlowego, to nie będzie tam strzelaniny czy nożownika? Nawet za noszenie głupiej tęczowej torby mogą mnie pobić tak, że nie będę w stanie się podnieść.
Życie już wydaje się ciężkie, a nie przeżyłom jeszcze nawet dwóch dekad.
dion
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz