niedziela, 13 listopada 2022

przemyślenie drugie

 Zbyt bardzo romantyzuję niektóre rzeczy. Na przykład tak małe rzeczy, jak suche jesienne liście chrupiące pod moimi glanami, kiedy po nich stąpam. Albo deszcz spływający po szybie, kiedy jedziemy samochodem, jest ciemno, miasto jest tłoczne, a w słuchawce leci ulubiona w tym momencie piosenka. 

Albo papierosy, chociaż zdaję sobie sprawę, że są niezdrowe. Niewielki zwitek trzymany między bladymi, długimi palcami, kiedy na paznokciach jest na wpół zdrapany czarny lakier. Dym wypuszczany z zaróżowionych ust.

Albo związki. To jest akurat najdziwniejsze, bo nie umiem odróżniać u siebie miłości romantycznej od platonicznej, a jednak wyobrażanie sobie tych wszystkich interakcji zostawia pewien niedosyt.

Romantyzuję także śmierć. Chociaż się jej boję, wydaje się czasem atrakcyjna. To wtedy tak naprawdę okazuje się, kto prawdziwie cię kocha. Kto przyjdzie na twój grób nie tylko we Wszystkich Świętych, albo nie tylko na pogrzeb. Może dlatego tak łatwo przychodzi mi pisanie angstu.

Najbardziej jednak romantyzuję życie. Moje najdrobniejsze, głupie myśli. Moje ciało, chociaż nie podoba mi się w nim tyle rzeczy. Moment, kiedy biorę oddech, a chłodne powietrze pachnie tak słodko i rześko. Nie wyobrażam sobie tego stracić. 

dion

piątek, 29 lipca 2022

przemyślenie pierwsze

 Czasami siedzi we mnie dziwne uczucie tęsknoty za domem. To takie dni, w których nie czuję się bezpiecznie we własnym ciele, w otoczeniu bliskich. Mam ochotę wrócić do domu, zwinąć się w kłębek i odpocząć od rodziny i własnych myśli. A przecież jestem w domu. W tym samym od ponad trzynastu lat. Nic się nie zmieniło. 

Zdarza się, że nie mogę zasnąć. Kręcę się z boku na bok, z tysiącem myśli w głowie i męczę się. Uwielbiam spać, ale nienawidzę takich nocy. Potrafię doprowadzić się na skraj ataku paniki myśląc o tym, co jest po śmierci.

Moje dotychczasowe życie wydaje mi się nieskończone. Nie pamiętam przecież momentu, w którym się urodziłom. Równie dobrze wcale mogę nie mieć tych niespełna siedemnastu lat, mogę być o wiele starsze - po prostu nikt mi o tym nie mówi. Świadomość, że kiedyś ta nieskończoność się skończy, przeraża mnie. Nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że kiedyś mnie nie będzie, nie będzie mojej świadomości, a wszystkie moje pomysły, wspomnienia i przemyślenia zwyczajnie przeminą, znikną. Dlatego je właśnie zapisuję.

Nie boję się śmierci. Boję się tego, co jest potem. Chcę wierzyć w reinkarnację, ale bez pamiętania poprzedniego życia nawet nie będę wiedzieć, że to kolejne "ja" to tak naprawdę ja. Wiara jest bez sensu, ale może sprawiłaby, że bałobym się odrobinkę mniej. Jednak, czy jest sens robić plany na przyszłość, jeśli ta dalsza przyszłość może nie nadejść?

No bo przecież skąd mam wiedzieć, czy przejeżdżający akurat obok kierowca tira nie ma gorszego dnia, nie zasłabnie i nie wjedzie idealnie w nasz samochód, zabijając nas na miejscu? Jak mam się domyślić, że akurat jak wybiorę się do centrum handlowego, to nie będzie tam strzelaniny czy nożownika? Nawet za noszenie głupiej tęczowej torby mogą mnie pobić tak, że nie będę w stanie się podnieść. 

Życie już wydaje się ciężkie, a nie przeżyłom jeszcze nawet dwóch dekad.

dion

przemyślenie drugie

 Zbyt bardzo romantyzuję niektóre rzeczy. Na przykład tak małe rzeczy, jak suche jesienne liście chrupiące pod moimi glanami, kiedy po nich ...